Ustroń to urocza miejscowość w Beskidzie Śląskim, która może być konkurencją dla zatłoczonej Wisły. Wiele osób może ją kojarzyć z kręconym tu programem „Sanatorium miłości”.
Ustroń to nie tylko sanatoria, ale też piękne widoki, tajemnicze domy i dobre miejsce wypadowe na wycieczki w góry.
Trochę historii Ustronia
Położone w Beskidzie Śląskim uzdrowisko, rozłożone jest po obydwu stronach Wisły. Miejscowość istniała już ok. 1305 roku, co potwierdzają różne dokumenty. Wieś najpierw należała do śląskich Piastów, a później do Habsburgów. Głównym zajęciem mieszkańców było rolnictwo i pasterstwo.
W drugiej połowie XVIII w. w okolicy odkryto rudy żelaza i otwarto hutę „Klemens”. Gdy huty powstały również w czeskim Trzyńcu, w Ustroniu hutnictwo zamarło. Zanim jednak do tego doszło, hutnicy z Ustronia dokonali cennego odkrycia. Zaobserwowali oni pozytywne skutki kąpieli w miejscowych wodach. Podobno, jeśli do balii z wodą wrzuciło się gorący żużel, to taka kąpiel pomagała leczyć ból i reumatyzm.

W XIX wieku odkryto nieopodal Ustronia borowiny i wody żelaziste, a że był to czas mody na uzdrowiska, w 1901 r. otwarto Zakład Kąpieli Borowinowych. Do Ustronia zaczęli zjeżdżać kuracjusze. W latach trzydziestych miejscowość liczyła ok. 4,5 tys. mieszkańców. Oficjalnie jednak status uzdrowiska Ustroń zyskał dopiero w 1967 roku, 11 lat po tym, jak w 1956 roku uzyskał prawa miejskie.
Miasteczko wiele zawdzięcza Jerzemu Ziętkowi – wojewodzie śląskiemu, któremu po dziś dzień stawiane są pomniki (na Śląsku oczywiście). Mimo iż był komunistycznym dygnitarzem, pozytywnie zasłużył się dla regionu.

Idea powstania nowego uzdrowiska w Ustroniu wynikała z rosnącego zapotrzebowania na lecznictwo sanatoryjne i rehabilitacyjne na Śląsku. Wszak właśnie rozwijał się Rybnicki Okręg Węglowy. Górnicy, ale i mieszkańcy całego Śląska (zwłaszcza terenów miejskich, które cierpiały na brak świeżego powietrza), potrzebowali wytchnienia. W latach sześćdziesiątych powstał plan budowy uzdrowiska w Ustroniu, w którym miały być leczone choroby układu oddechowego, narządów ruchu, reumatyczne, choroby układu nerwowego oraz choroby kobiece.
Opracowanie wykonane w Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej zakładało następujący podział: Ustroń: lecznictwo i rehabilitacja dorosłych, Brenna: lecznictwo i rehabilitacja dzieci, Wisła: rekreacja i sport, Szczyrk: sport kwalifikowany, zimowy. To nie miało być kameralne uzdrowisko. Państwo planowało stworzyć kurort niemalże na miarę egipskiej Hurgady.

Budowa dzielnicy uzdrowiskowej „Zawodzie”, na zboczach Równicy, rozpoczęła się w 1967 r. Projekt powierzono inżynierom Aleksandrowi Francie i Henrykowi Buszce. Później dołączył do nich Tadeusz Szewczyk. Generalnym wykonawcą było Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego „Beskid” z Bielska Białej, a prace koordynował Korneliusz Świątek. Przewidywano sanatorium, szpital, 28 domów wczasowych, tzw. „piramid” (powstało 16), basenu na wolnym powietrzu (nie powstał), zakładu przyrodoleczniczego, parku zdrojowego (powstał dopiero w 2011 r.) oraz obiektów handlowo usługowych.
Uzdrowisko zaczęło funkcjonować w październiku 1986 r.
Zawodzie pełne piramid
Czy dzielnica uzdrowiskowa przytłacza swoim rozmiarem? Nie. Pewnie dzięki temu, że nie wszystkie projekty zrealizowano. Słynne „piramidy”, czyli domy wczasowe ze skośnymi dachami, jednym się podobają, inni uważają, że psują krajobraz.

Architekci w swoim zamyśle wkomponowali je w górę tak, jakby „wyrastały ze skały”. Większość z nich służy dalej swoim pierwotnym celom, jak choćby hotel Diament. Budynki nieznacznie różnią się frontami i wysokością. Nazwy niektórych z nich to Kos, Wilga, Jaskółka i… Elektron.
Atrakcją dla miłośników urbexu może być opuszczone sanatorium Maciejka. To chyba jedyna “piramida” nieużywana od przeszło 20 lat. Pozostałe są zagospodarowane, choć stan obiektów jest różny.

W przeszklonym pawilonie znajduje się pijalnia wód. Płaci się tylko za kubeczek (można przyjść też z własnym), a wodę można pić ze źródła Zygmunt do woli. Warto też przejść się do parku zdrojowego z mini-teżnią solankową. Schodząc w dół na pewno nie przeoczymy sanatorium i szpitala Równica, przypominającego nieco transatlantyk. Jest olbrzymi. To w nim właśnie kręcono dwie serie „Sanatorium Miłości”.
Źródło Żelaziste
Idąc ulicą Sanatoryjną skręcamy w prawo w ulicę Szpitalną i zaraz dalej w Leczniczą. Następnie schodzimy po schodkach w dół i już jesteśmy tuż obok Źródła Żelazistego, zwanego także Źródłem Jana. Woda wylewa się co prawda z rurki umieszczonej w betonowej ścianie, ale jest smaczna. Dziwne tylko, że mimo nazwy, zawiera… stosunkowo mało żelaza.

Źródło zostało odkryte przez Jana Kubischa – arcyksiążęcego urzędnika hutniczego w 1884 r. Wypływało z zapadniętej sztolni, z której od lat 70. XVIII w. wydobywano rudę żelaza. Wówczas uważano, że taką wodą można leczyć anemię (zwaną wówczas blednicą) i inne choroby krwi.
W 1888 r. źródełkiem zainteresowało się Towarzystwo Upiększania Ustronia (Verschönerungs-Verein in Ustron), które w 1924 r. zmieniło nazwę Towarzystwo Miłośników Ustronia. Przy źródle zbudowano drewniany pawilon restauracyjny. Później budynek obmurowano. W 1938 r. Towarzystwo Miłośników Ustronia sprzedało nieruchomość restauratorowi Emilowi Brychowi.

W 1939 r. dawny pawilon restauracyjny zburzono, a na jego miejscu wystawiono modernistyczną willę „Źródło Żelaziste”. Obiekt zaprojektował cieszyński architekt Karol Kozieł. Po wojnie obiekt przejął Fundusz Wczasów Pracowniczych. Choć jeszcze niedawno wynajmowano tam tanie pokoje, obecnie budynek stoi opuszczony. Szkoda, bo willa jest naprawdę ładna i dość duża.
Spacerując wzdłuż rzeki Gościradowiec zauważyłam jeszcze kilka opuszczonych domów. Zapewne dawniej służyły jako pensjonaty, ale dziś stoją nieużywane. Dolina potoku była podobno jednym z najpiękniejszych zakątków Ustronia. Dzisiaj zarośnięta, sporo straciła na uroku, zyskała jednak tajemniczy klimat. Niby w centrum miasta, a można poczuć się niczym w tajemniczym ogrodzie. Trudno zrozumieć, dlaczego teren ten nie został w żaden sposób zagospodarowany – wszak mogłaby to być perełka Ustronia.

Muzeum Ustrońskie
Będąc po drugiej stronie Wisły, można wstąpić do Muzeum Ustrońskiego im. Jana Jarockiego (ul. Hutnicza 3). Obiekt mieści się w dawnym budynku dyrekcji Huty Klemens. W placówce przedstawione zostały dzieje hutnictwa i kuźnictwa ustrońskiego oraz życie codzienne mieszkańców Ustronia.

Ostatni tego typu obiekt przemysłowy zamknięto dopiero w 2008 r. (produkowano tam drobne elementy do fiata i audi). Obok muzeum znajduje się mały ogród z kilkoma przemysłowymi zabytkami – jest on dostępny bez opłat.
Park miejski z rzeźbami
W parku miejskim, w którym chętnie wypoczywają mieszkańcy, znajduje się muszla koncertowa. Szczególnie w lecie zaplanowano wiele wydarzeń i koncertów, mających przyciągnąć wypoczywających tam gości. W parku jest też restauracja z lodziarnią. Spacerując po parku, warto zwrócić uwagę na liczne drewniane rzeźby stworzone przez różnych artystów.

Bulwary wiślane
Przepływająca przez środek miasta Wisła latem działa na ludzi niczym magnes, przyciągając mnóstwo plażowiczów – także z dziećmi. Poziom rzeki jest bardzo niski, więc maluchy (oczywiście pod troskliwą opieką rodziców) mogą bezpiecznie pluskać się w wodzie.

W pobliżu rozciągnęła się infrastruktura dmuchańcowo-wypożyczalniowa oraz mała (i nie tylko mała) gastronomia. Jest nawet kort tenisowy. Dwa brzegi rzeki łączy most, z którego można podziwiać widoki na rzekę oraz góry.
Rynek z ratuszem
W centrum miasteczka warto zwrócić uwagę na bibliotekę z muralem 3D. Na siedmiu ścianach przedstawiono wnętrza bibliotek z Edynburga i Dublina oraz stare zdjęcia Ustronia. Na rynku znajduje się muzeum etnograficzne „Stara zagroda”.

Uwagę zwraca także ratusz z końca XIX wieku. Budynek, niegdyś zniszczony przez pożar, następnie przebudowany, obecnie wygląda tak, jak po wybudowaniu: ma pastelową elewację, spadzisty dach oraz wieżę z zegarem.
Szlaki dla pieszych i rowerzystów
Z Ustronia wychodzą szlaki turystyczne – na Czantorię Wielką i Małą, Równicę oraz górę Orłową. Przez Ustroń i okolice prowadzą też tematyczne szlaki spacerowe, m.in. Szlak Zabytkowy, Widokowy, Sanatoryjny, Leśny i kilka innych.
Miłośnicy dwóch kółek również znajdą dla siebie kilka tras: m.in. Wiślana Trasa Rowerowa, Główny Karpacki Szlak Rowerowy, a także Szlak Rowerowy Greenways Kraków – Morawy – Wiedeń.
Wille Edwarda Gierka i Jerzego Ziętka
Wille Jerzego Ziętka oraz Edwarda Gierka mieszczą się w Ustroniu przy ulicy Zielonej. W obydwu dygnitarze spędzili ostatnie lata swojego życia.
W pierwszej z nich, która należy cały czas do rodziny Gierków, mieści się klinika medycyny estetycznej. Druga – znajdująca się obok – jest siedzibą Domu Pracy Twórczej Stowarzyszenia Architektów Polskich. Osoby, które odwiedzały obydwu panów, w rozmowach z dziennikarzami obalały mit o luksusach, jakie rzekomo miały panować w ich domach. Podobno szczególnie u Gierka, wnętrze było urządzone dość surowo.
Ustroń – miasto z potencjałem
Ja co do Ustronia miałam mieszane uczucia. Bardzo spodobały mi się okolice rzeki Gościeradowiec, bo wąwóz jest wprost cudowny, daje też wytchnienie w gorące letnie miesiące i ma „to coś”. Stara dzielnica uzdrowiskowa Jaszowiec, ze starymi domami i pięknymi ogrodami również robi bardzo dobre wrażenie.
Jednak centrum Ustronia – mimo całkiem sporej liczby odwiedzających – nie ma atmosfery, jakiej można by było od takiego miejsca oczekiwać. Czegoś tu brakuje. Łatwo zauważyć, że w porównaniu ze Szczyrkiem czy Wisłą, to miasto nastawione jest raczej na mało wymagającego turystę czy kuracjusza. Nie przepadam za jarmarcznym klimatem, ale z takowym spotkamy się także w innych uzdrowiskach. Problemem w Ustroniu nie jest więc samo istnienie „odpustowych” stoisk w centrum, ale raczej zbyt skromna oferta innych atrakcji.

Odniosłam po prostu wrażenie, że przy tak ogromnym potencjale można by zrobić więcej. Może bardziej rozreklamować „piramidy”? Zadbać o stare wille, które tworzą charakter miejsca? Lepiej zagospodarować teren parku wokół źródła? Chyba nieco bardziej należałoby wykorzystać przepiękne położenie, postawić na aktywną turystykę, bo walorów krajobrazowych Ustroniowi nie brakuje.
Wielu osobom, szczególnie tym szukającym spokoju, może się to uzdrowisko spodobać, ale pod warunkiem, że oddalą się o kilka kroków od głośnego centrum, w którym stoją – chyba jedne z pierwszych w Polsce – automaty z watą cukrową.
Tekst Isavenisa, współpraca i fot. Eurospacery
