Zamek w Łańcucie to jedna z najpiękniejszych rezydencji arystokratycznych w Polsce. Ta magnacka rezydencja słynie z przepięknych wnętrz mieszkalnych oraz unikalnej kolekcji powozów konnych. Zespół pałacowy otacza park w stylu angielskim, a w nim m.in. Storczykarnia.
Wiemy, że w XVI w. na miejscu obecnego zamku istniała już co najmniej wieża obronna zbudowana przez ród Pileckich. Zamek stopniowo rozbudowany przez Stadnickich, świetność zyskał za Stanisława Lubomirskiego, hetmana wielkiego koronnego, osobę niezwykle zamożną. Lubomirski przejął Łańcut od Stadnickich za długi. Obiekt został wtedy otoczony potężnymi fortyfikacjami.
Rezydencja Lubomirskich i Potockich
W rękach Lubomirskich Łańcut pozostał do 1816 r., choć później przeszedł na wnuków niezwykle zasłużonej dla zamku Izabeli Lubomirskiej.
W roku 1830 Łańcut stał się ordynacją – z Alfredem Potockim jako pierwszym ordynatem na czele. Ordynacja to rozległy majątek ziemski będący jednocześnie odrębną jednostką administracyjno-terytorialną. Ordynacje posiadały własne struktury administracyjne, sądowe i gospodarcze, które nie podlegały kontroli władzy centralnej. Nie obowiązywało w nich również prawo ziemskie. Ziemi nie można było dzielić, przechodziła ona zawsze na najstarszego potomka (ordynata).

Potoccy nie zaznali prześladowań przez Niemców w czasie II wojny światowej, po części dzięki koligacjom rodzinnym. W zamku mieścił się sztab Wehrmachtu, a rodzina cały czas mieszkała we wnętrzach.
Prawdziwe bogactwo na początku XX wieku
Alfred III Potocki to postać niezwykle kontrowersyjna. Poprzez matkę był spokrewniony z dwunastoma domami panującymi w Europie przed I wojną światową. Jego ojcem chrzestnym był niemiecki cesarz Franciszek Wilhelm I. Po ojcu odziedziczył ordynację rodową, która w roku 1939 obejmowała 3 miasta, 56 wsi i 28 folwarków, co dawało jej 5. miejsce w Polsce pod względem wielkości.
Na jego fortunę składały się również bezcenne dzieła sztuki, różne artefakty i cenna biblioteka licząca 22 tys. woluminów. Swój stan posiadania hrabia powiększył o bogatą kolekcję dzieł sztuki i antyków oraz gigantyczną fortunę odziedziczoną po przedstawicielu innej linii rodziny – Mikołaju Potockim z Paryża.

W 1925 r., dzięki jego staraniom, cały zamek wraz z wyposażeniem wpisano na państwową listę zabytków.
Mimo, iż Potocki nie zajmował żadnych stanowisk państwowych, należał do elity II Rzeczypospolitej, często przyjmował u siebie gości zagranicznych, m.in. króla rumuńskiego Ferdynanda I i królową Marię, a także Jerzego, księcia Kentu. Organizował również bale dla korpusu dyplomatycznego i turnieje tenisowe, a sam lubił spędzać czas na safari w Afryce. Prowadził wystawny tryb życia, ale trzeba przyznać, że takie ostentacyjne wydawanie fortuny wyłącznie na przyjemności przyjmowane było wśród polskiej arystokracji z dezaprobatą.
Kontrowersje dotyczyły jednak przede wszystkim jego dobrych relacji z Niemcami. Jak twierdził wydany we wrześniu 1944 roku „Biuletyn informacyjny”, „Pan Potocki (…), korzystając ze stosunków swych z hitlerowcami (…) otrzymał na drogę 11 wagonów towarowych i w nich wywiózł swe najkosztowniejsze skarby”.
Przed wkroczeniem Armii Czerwonej 1 sierpnia 1944 roku Alfredowi Potockiemu udało się uciec na Zachód wywożąc do Wiednia kilkaset skrzyń z majątkiem. Sam pałac uchronił zarządca, który wywiesił przed zamkiem szyld napisany cyrylicą: „Muzeum Narodu Polskiego”. Radzieccy żołnierze, sądząc, że to decyzja ich władz, nie zajęli zamku.
Tajemnica łańcuckiego Amora
Od zakończenia wojny zamek pełni funkcję muzeum, które sporadycznie bywa gospodarzem uroczystości państwowych. Do dziś na tle innych magnackich rezydencji w Polsce zamek w Łańcucie wyróżnia się – mimo strat – bogactwem zbiorów.
Do najcenniejszych dzieł sztuki należą m.in. autoportret Sofonisby Anguissoli z 1556 r. i rzeźba dłuta Antonia Canovy przedstawiająca Henryka Lubomirskiego jako Amora. Zresztą, historia Henryka jest dość ciekawa.
Mimo, że posiadał oboje dobrze sytuowanych rodziców (jego ojcem był Józef Lubomirski), adoptowała go daleka ciotka Izabela z Czartoryskich Lubomirska, która mając tylko córki, otoczyła przybranego syna przesadną opieką. Podobno spodobał jej się już jako 7-letni chłopiec. I to do tego stopnia, że podczas rautu organizowanego w rezydencji jego rodziców wykradła Henryka z pałacu!

Dopiero później wystarała się o adopcję. Chłopiec, a potem młodzieniec, towarzyszył jej w podróżach po Europie, gdzie zasłynął z wyjątkowej urody. Czy owa adopcja była jedynie formą opieki, czy może charakter tej relacji z czasem stał się zgoła inny? Dawniej o pewnych sprawach się nie mówiło, a dziś pewnie trudno byłoby dotrzeć do ewentualnych, ukrytych przed laty tajemnic.
Zwiedzanie zamku w Łańcucie
Podczas „majówki” zwiedziliśmy pierwsze piętro łańcuckiego zamku. Ze względu na oblegany termin, bilety kupiliśmy przez internet z dwutygodniowym wyprzedzeniem, łapiąc tak naprawdę ostatnie miejscówki.
O wskazanej na bilecie godzinie grupa (maksymalnie 25 osób) oprowadzana jest z przewodnikiem. Jednak historia zamku i poszczególnych sal odtwarzana jest przez system audio. To dobry pomysł, tym bardziej, że wydobywający się z głośników głos lektora jest głośny i wyraźny. Żywy przewodnik podpowiadał tylko czasem, w którą stronę skierować wzrok, by zobaczyć obiekt omawiany przez lektora. Zwiedzanie trwało około godziny.

Wnętrza są w znacznej części oryginalne lub wiernie odtworzone. Dziś taką sytuację nieczęsto spotykamy w pałacach, ze względu na znikomą część zachowanych zbiorów. Łańcuta to na szczęście nie dotyczy.
Na pierwszym piętrze znajduje się sala balowa, teatr i galeria rzeźb. Pokazane są też prywatne apartamenty, takie jak sypialnie, salony i łazienki – rzecz nieczęsta w tamtych czasach nawet w pałacu. Z okien roztaczają się piękne widoki na park.
Poprzez przedmioty poznajemy też historię ich właścicieli: Lubomirskich i Potockich.

Brak tylko czasu, aby dokładniej przyjrzeć się obrazom lub wnętrzom, czy też ciekawej galerii starożytności. Obsługa nie popędzała zwiedzających, ale jednak czas był ograniczony, a w takich okolicznościach nie ma możliwości nielimitowanego kontemplowania poszczególnych dzieł sztuki.
W zamku można zwiedzać także II piętro, jednak jest to oddzielna wycieczka, na którą trzeba zakupić osobne bilety. Tam grupy są mniejsze – maks. 10-osobowe. Niestety, dla nas biletów już nie wystarczyło.

Przed lub po wizycie warto zobaczyć przyzamkowe ogrody (jeszcze nie sam park). Są piękne, a na południowej stronie stworzono rozarium. Podczas naszej obecności róże jeszcze nie kwitły, ale właśnie zaczynał się sezon rododendronów.
Praktyczna wskazówka. Bilet na I piętro zamku jest łączony z biletem do stajni i wozowni (także na konkretną godzinę), która znajduje się w innej części parku. Dlatego do ogrodu wewnętrznego polecamy zajrzeć na samym początku, jeszcze przed wejściem do zamku.
Stajnia i wozownia
Spore wrażenie robią stajnie, mimo że próżno szukać w nich już koni, niegdysiejszej dumy łańcuckiej rezydencji. Za to do dziś zachowały się tabliczki na ścianach z imionami zwierząt w tym słynnego Khafifana zakupionego przez Alfreda Potockiego w 1927 roku w Kairze od księcia Mohammeda Ali, za ogromne pieniądze – 400 tys. funtów szterlingów.

Przy wejściu można zobaczyć pokój, w którym niegdyś zapewne rozmawiano o koniach. Ozdobą są w nim takie pamiątki z Afryki, jak noga żyrafy czy stopa słonia… W kilku salach prezentowane są zaprzęgi, którymi odbywano przejażdżki.
W wozowni natomiast zobaczymy ogromną kolekcję pojazdów konnych należących do właścicieli zamku. Na ścianach wiszą trofea myśliwskie, w tym te przywiezione przez Alfreda Potockiego z safari w Afryce oraz zdjęcia koni.
Storczykarnia
W parku mieści się też Storczykarnia, punkt obowiązkowy dla wszystkich miłośników roślin, zwłaszcza egzotycznych. Powstała ona 100 lat temu na zapleczu palmiarni.
Znajduje się tam kolekcja historycznych storczyków, którą zapoczątkowali hrabia Roman Potocki i jego małżonka Elżbieta. Dziś możemy podziwiać storczyki (i inne rośliny) rosnące na skałach, w ziemi, na konarach drzew. Niektóre przepięknie pachną.
Trzeba tylko uważać na aparaty fotograficzne i telefony, bo ze specjalnych urządzeń co chwilę wydobywa się para wodna. W sklepiku można kupić niektóre z prezentowanych odmian, a także tillandsie – rośliny nieposiadające systemu korzeniowego.

Tuż obok storczykarni znajduje się kawiarnia, w której można zjeść gofry, lody oraz ciasta. Polecamy szarlotkę!
Informacja praktyczna. Wstęp do Storczykarni jest dodatkowo płatny i taka sama zasada dotyczy również pozostałych obiektów (np. oranżerii i ujeżdżalni). Opłaty nie wymaga jedynie wstęp do samego parku.
Spacer po parku
W wyniku przebudowy prowadzonej na polecenie Izabeli Lubomirskiej pod koniec XVIII i na początku XIX wieku, w obrębie fortyfikacji powstał wewnętrzny ogród w stylu angielskim. Drzewa i kwiaty sprowadzano z najlepszych upraw z Krakowca, Wiednia, Grazu i Berlina.

Alfred I Potocki, w pierwszej ćwierci XIX wieku dokończył dzieło przemiany zamku. Niestety, za czasów Alfreda II Potockiego, marszałka królestwa Galicji i Lodomerii i namiestnika Galicji, który przebywał we Lwowie i w Wiedniu, rezydencja z ogrodem uległy zaniedbaniu.
Dopiero przedostatni ordynat – Roman Potocki wraz z małżonką Elżbietą z Radziwiłłów przywrócili zamkowi i ogrodom dawną świetność. Wówczas powstało rozarium i geometryczny ogród włoski.
Z dawnego ogrodu zachowano wiele drzew i krzewów. Wśród nich na uwagę zasługują dęby szypułkowe klon jesionolistny złocisty, platany, miłorząb japoński, lipy, kasztanowce, graby i buki czerwone oraz liczne krzewy ozdobne: azalie, magnolie, berberysy, cisy, tuje i jałowce. Zachowały się również pnącza – winobluszcze różnych odmian i powojniki pnące się po murach.
Podczas spaceru parkowymi alejkami warto zwrócić uwagę na staw, fontannę, duży dom ogrodnika, korty tenisowe, czy pawilon chiński.

Z pewnością warto odwiedzić Łańcut, bo to faktycznie jedna z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych rezydencji magnackich w Polsce. Aby jednak zobaczyć wszystkie obiekty na terenie muzeum, w tym kasyno mieszczące wystawę poświęconą historii Łańcuta, dawną oranżerię i ujeżdżalnię, łaźnię czy muzeum ikon, na zwiedzanie najlepiej przeznaczyć więcej niż jeden dzień.
Niestety, kilkuosobowa rodzina może poczuć w kieszeni wizytę w Łańcucie. Gdyby chcieć odwiedzić wszystkie obiekty, jedna tylko osoba dorosła powinna zapłacić 134 zł (dane na maj 2025 r.). Chyba, że na zwiedzanie wybierze poniedziałek, kiedy to wstęp na wystawy stałe jest bezpłatny.
Aktualne informacje i ceny można sprawdzić na tej stronie.
Tekst Isavenisa, współpraca i fot. Eurospacery
